Zbłąkane myśli czytelnika….

Kwiecień 30, 2009 by

Faktycznie wiele spraw poruszyłeś w jednym tekście. Pozwolisz że w mej epistolarnej odpowiedzi odniosę się do części poruszonych tematów, a treść drugiego tekstu stanowić będzie kolejny post na naszym PdLu.

Przyznam się szczerze, że z rozmysłem dopiero dzisiaj przeczytałem Twój list „na świeżo”, by spontanicznie odpisać na niego. Wcześniej nie było to niestety możliwe, gdyż Twa korespondencja przysłoniłaby sprawy bieżące które, muszę to przyznać, miały wyższy priorytet…

Piszesz o braku periodyku  między „Pismem poświęconym” a „Krytyką polityczną” z którym byś mógł się identyfikować.  Ja w przeciwieństwie do Ciebie nie czuję już potrzeby identyfikacji z konkretnym „organem prasowym”. Kiedyś owszem, była na pewno „Wyborcza”, którą nadal regularnie czytuję, ale nie zawsze się zgadzam. Myślę że przez te wspólne 20 lat oboje się z tym dziennikiem zmieniliśmy. Nie chcę tutaj oskarżać redakcji „Gazety” o zdradę ideałów, michnikowszczyznę itp. Po prostu każdy się zmienia. Teraz to pismo tworzą dziennikarze których poglądów po prostu nie znoszę (red. Pacewicz) i tacy których światopogląd jest mi bliski (red. Jarosław Kurski). Nadal jednak z tym pismem i środowiskiem więcej mnie łączy niż dzieli.

Drugim pismem z którego linią ideową się identyfikuję (obecnie chyba o wiele bardziej niż z „Wyborczą”) jest „Polityka”. Zgodność poglądów jest tutaj o wiele większa. Właśnie o niej mogę napisać że to moja gazeta. Nie chodzi tutaj nawet  o poglądy polityczne czy gospodarcze, ale przede wszystkim społeczne. Szczególny nacisk chciałbym położyć właśnie na miejsce i rolę Kościoła Katolickiego we współczesnej Polsce. Tutaj bliscy mi są red. Brunetko i Szostkiewicz wywodzący się z „Tygodnika Powszechnego”. To właśnie tygodnik ks. Bonieckiego (którego notabene regularnie nie czytam), a raczej środowisko z niego wyrosłe jest tym z którym się identyfikuję. Możemy to nazwać katolewica, Kościół otwarty, łagiewnicki ect. Nie chodzi o łatki czy kategorie ale o spojrzenie na świat i podejście do ludzi ze swojej czy innych wspólnot nie tylko religijnych ale także politycznych czy kulturowych. Jednak moja identyfikacja ma się nijak do tej znanej nam obu Rafale z „Frondy”. Nie czuję potrzeby zaglądać codziennie na blog red. Szostkiewicza, czy wypowiadać się na forum „Tygodnika Powszechnego”. Nie czuję potrzeby by z każdą myślą która mi przeleci przez głowę dzielić się na forum tego czy tamtego pisma.  Nie szukam lustra w którym mógłbym potwierdzić swoje poglądy, a właśnie takim lustrem dla swoich czytelników/ słuchaczy zarówno Forum Frondy jak i w Radio Maryja. Czytanie wątków gdzie 90 proc. dyskutantów, czy słuchaczy  ma zbliżone poglądy jest dla mnie zwyczajną stratą czasu. Pięć procent reszty to fundamentaliści polityczni/ideowi/religijni, którzy traktują owe media jako arenę dla swych chorych poglądów. Drugie pięć to takie osoby jak ja (piszę za siebie) , które zaglądają/włączają radio tylko po to by poczuć się lepszym, ponabijać się, ewentualnie pokłócić.   Podczas wielkopostnej refleksji zastanawiałem się dlaczego zaglądam na stronę Frond, czy zasypiam przy „Rozmowach niedokończonych”. Doszedłem do jednej, niezbyt wesołej refleksji: głównym powodem jest pycha i potrzeba poczucia się lepszym. To jest to samo uczucie które towarzyszy mi gdy widzę staruszka czytającego na ławce „Nasz Dziennik”. On wzbudza we mnie żal i współczucie. A jeśli staruszek zaczepi mnie wypominając mi lekturę polskojęzycznej prasy, to już jestem w siódmym niebie. Podobnie z resztą jak opieprz na forum za obronę III RP i dorobku ostatniego dwudziestolecia.

Widzę że skupiłem się na części medialnej bazy ideologicznej. W następnym poście będzie o środowisku plitycznym.

Pozdrawiam Cię ciepło z Grodu Kraka,

lukash.es

Gdzie jest nasze miejsce?

Marzec 21, 2009 by

Witaj Łukaszu!

Wszedłem ostatnio na stronę internetową Krytryki Politycznej i przyszło mi do głowy, że nie ma na naszej scenie politycznej i społecznej  ruchu, środowiska czy pisma, z którym bym się identyfikował. Skupmy się na tym ostatnim. Na lewo wspomniana Krytyka Polityczna na prawo Fronda, pomiędzy… Właśnie odnoszę wrażenie, że nie ma nic pomiędzy. Przynajmniej nic, co dorównywałoby wymienionym wyżej tytułom siłą oddziaływania. I nie mam tu oczywiście na myśli nakładu.

Podobna sytuacja na scenie politycznej: bezideowe SLD, którego jedyną ideą ostatnio jest dezawuowanie Kościoła, ustami Senyszyn. Nierozumny PiS, który rolę opozycji postrzega, jako niszczenie i sabotowanie wszystkiego, co spłodzi koalicja. Bezbarwna PO, która przeżywa kryzys kadrowy, nie ma wizji rządzenia i uprawia coraz większy freestyle. Kanapówek typu Partia Demokratyczna nie liczę. Bo przyjżyjmy się choćby Widackiemu. Choć formalnie do PD chyba nie należy to w pewnym sensie stał się twarzą tego ugrupowania. Oczywiście, jak się domyślasz wypomnę mu wierutne bzdury, które napisał we wniosku do Trybunał Konstytucyjnego na temat ubeckich emerytur. Wniosek ten można było odczytać, jako apoteozę systemu bezpieczeństwa PRL. Piszę o tym, bo to dla mnie przykład na to, jak Demokraci się pogubili.

Generalnie mój dylemat polegający na braku identyfikacji z jakimkolwiek środowiskiem polega na tym, że albo mamy do czynienia ze skrajnościami (patrz pierwszy akapit), albo z bezideową papką. Stan ten co gorsza się pogłębia. Pojawiają się paranoiczne inicjatywy, jak choćby Partia Internetowa (pisałem o tym tutaj), której celem jest sięgnięcie po władzę bez jakiejkolwiek przewodniej idei, co z tą władzą by uczyniła.

Wrócę jeszcze na chwilę do Krytyki Politycznej. Wszedłem na jej stronie w zakładkę, która prezentuje ludzi z nią związanych. Większość jest młodsza od nas, robi doktoraty, wspina się po szczeblach kariery. Pierwsze wrażenie duże. Myślę sobie rodzi się nowa lewica. Bardziej ideowa, nie związana z poskomunistycznym układem. Lewicowcem, jak wiesz nie jestem, ale za to uważam, że zrównoważenie sił przez frakcję, która nie wywodzi się z watah Millera, byłoby dla Polskiej sceny dobre. Jakże się zawiodłem, gdy przczytałem paszkiwil na Kościół Tomasza Piątka (link). Cechuje go – podobnie jak „starą” lewicę – ideologiczne zadęcie pomieszane z pseudomertorycznymi argumentami, na zasadzie: rzucić kamieniem w okno i podnieść larum – byle było głośno.

Skoro przyczepiłem się do Krytyki, „wypada” też do Frondy. Czytam forum tego pisma od dłuższego czasu. Co widzę? Specyficzny mix zwolenników lefebrystów i o. Rydzyka. Fakt są tam też ludzie mądrzy – inaczej nie dałbym rady tego czytać. Niemniej na pierwszym planie jest ekstrema, która – gdyby mogła -paliłaby innowierców i inaczej myślących ogniem i mieczem.

Wymieszałem trochę wątków, ale jest to też egzemplifikacja tego, co jest tezą tego tekstu. Obaj jesteśmy w tym samym wieku, mamy jasno określone pogądy i system wartości, mimo to , tak trudno znaleźć podobnych ludzi. Smutne! Ciekawy jestem, czy masz podobne odczucia.

Pozdrawiam
Rafał

Lefebryści nawracają Kościół?

Luty 24, 2009 by

Witaj Łukaszu.

Podjąłeś temat trudny, ale też bardzo ciekawy. Pytanie o lefebrystów poniekąd jest pytaniem o drogę Kościoła, o kierunek, w którym on dąży. Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, to wehikuł czasu, który stara się przenieść Kościół przed rok 1962, w którym rozpoczął się Sobór Watykański II. Może to niezbyt szczęśliwe  porównanie, ale lefebryści przypominają zastrzyk powodujący zapomnienie tego, co działo się przez ostatnie 47 lat w Kościele.  Długo można się zastanawiać, nad przyczynami aktywizacji w obrębie rzymskiego katolicyzmu grupy ludzi, którzy zanegowali zmiany, które w nim nastąpiły. Jedną z nich jest niewątpliwie syndrom pustych świątyń –  w Polsce jeszcze niewidoczny, ale na Zachodzie dojmujący od lat. Innym może być utrata przez Kościół pozycji duchowej potęgi i wejście w stan permanentnego kryzysu.  W tym wszystkim graniczący z agresją resentyment do Novus Ordo Missae (wprowadzonego przez Pawła VI nowego rytu Mszy świętej) jest zewnętrznym przejawem buntu wobec zastanej rzeczywistości, którą NOM w oczach lefebrystów symbolizuje.

Czy decyzja Benedykta XVI o zdjęciu ekskomuniki z biskupów Bractwa wywołała mój niepokój? Owszem! I choć podobnie jak Ty przyjmuję ją na wiarę, rozumowo nie do końca ją pojmuję.  Jest ku temu wiele powodów. W ostatnim czasie czytałem wywiad z polskim przełożonym Bractwa – ks. Karlem Stehlinem. Nie mogłem odpędzić się od wrażenia, że słowa, które ten człowiek wypowiada to rodzaj intelektualnej schizofrenii. Pytany o reakcję na decyzję papieża Stehlin odpowiada:

„Jesteśmy szczęśliwi, zawsze czuliśmy się wiernymi synami Kościoła katolickiego. Jesteśmy wdzięczni za rehabilitację prawdy. Dotąd świat był okłamywany ekskomuniką, która nie nastąpiła.”

Rodzi się wątpliwość – skoro ekskomunika nie nastąpiła, z czego cieszy się Karl Stehlin? Na forum Frondy zrodziła się  z tego dyskusja, w której tradycjonaliści uzasadniali, że Benedykt XVI nie zdjął ekskomuniki, a jedynie cofnął dekret o jej nałożeniu, co według nich, zgodnie z Kodeksem Prawa Kanonicznego nie jest tożsame z tym, że miała ona miejsce. Pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasuwa, zaraz po słowie manipulacja, to falandyzacja prawa kanonicznego. Interpretowanie go tak, aby wyszło po ich myśli. Jest to też podważanie autorytetu samego papieża, bo skoro ekskomuniki nie było, to po co ją zdjął? Tymczasem sama treść dekretu Kongregacji Biskupów jednoznacznie mówi, o tym, że miała ona miejsce:

„(…) Na podstawie uprawnień wyraźnie udzielonych przez Ojca Świętego Benedykta XVI, na mocy niniejszego dekretu odwołuję z Biskupów Bernarda Fellaya, Bernarda Tissier de Malleraisa, Richarda Williamsona i Alfonso de Galarreta cenzurę ekskomuniki „latae sententiae”, ogłoszonej przez tę Kongregację 1 lipca 1988, ogłaszając, że jest ona pozbawiona skutków prawnych, począwszy od dnia dzisiejszego, Dekretem z tą datą wydanym.

Rzym, dan w Kongregacji Biskupów, 21 stycznia 2009
Kard. Giovanni Battista Re,
Prefekt Kongregacji Biskupów”

Pojawiało się również szereg innych argumentów, którymi tradycjonaliści chcieli uzasadnić swoją „nieskalaną” postawę, wobec  Stolicy Apostolskiej. Nie będę ich przytaczał, bo mija się to z celem. Generalnie wniosek jaki mi się nasuwa jest podobny do Twojego Łukaszu: to nie lefebryści wrócili na łono Kościoła, lecz to on wszedł na drogę nawrócenia. Problemy w ocenie wydarzeń nie dotyczą zresztą tylko ekskomuniki. Zwróciłeś już na to uwagę, ale powtórzę: podstawowa granica, jaka dzieli Kościół Anno Domini 2009 i Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X to kwestie interpretacji roli człowieka wobec Boga, człowieka wobec Kościoła i wreszcie stosunku katolicyzmu do innych religii. Wielokrotnie czytałem w różnych źródłach, jak tradycjonaliści komentują ekumenizm w wydaniu Jana Pawła II. Za każdym razem w jego ocenie pojawiała się pogarda i zarzucanie temu papieżowi braku ortodoksji. Tradycjonaliści pojmują ekumenizm, jako nawracanie. Jan Paweł II widział w nim dialog.

Mniej więcej do tego można sprowadzić cały wewnątrzkościelny  spór o wizję przyszłości: czy interakcja między katolicyzmem, a jego wiernymi, ludźmi niewierzącymi i wyznawcami innych religii ma być dialogiem, czy z góry narzuconym dekretem papieża lub takiej, czy innej kongregacji. Przypomina to trochę spór między tomizmem i fenomenologią: 2 różne wizje, postawy poznawcze i wnioski.

Bardzo spodobał mi się Twój pomysł, by kapłani Bractwa obowiązkowo, raz na jakiś czas sprawowali Mszę św. w Novus Ordo Missae. Byłaby to dla nich zarazem lekcja pokory, ale też próba wierności. Wbrew bowiem temu, co uważają, ryt posoborowy nie jest nieudanym wynikiem reformy, pomyłką papieży, degrengoladą liturgiczną, ale zatwierdzonym przez Pawła VI i potem utwierdzonym w 2002 przez Jana Pawła II kanonicznym sposobem sprawowania Eucharystii. Jedno jest pewne: jeżeli lefebryści będą stać na pozycjach negacjonistycznych, przekreślając Sobór Watykański II, reformę liturgiczną, ekumenizm i wiele innych owoców ostatnich – blisko – 50 lat, zawsze będą balansować na cienkiej linie między posłuszeństwem, a kolejną ekskomuniką. Problem jednak zasadza się w tym, iż czytając wypowiedzi dostojników Bractwa nie widzę chęci pokornego poddania się woli Kościoła, a jedynie prozelicki pęd do nawracania go. Tymczasem wola Stolicy Apostolskiej została jasno wyrażona w komunikacie Sekretariatu Stanu, który został wydany zaraz po wybuchu afery z bp. Williamsonem. Pozwolisz, że na koniec go zacytuję i niech będzie on dla Ciebie światełkiem nadziei, że Kościół nie cofa się wstecz:

„Niezbędnym warunkiem przyszłego uznania Bractwa św. Piusa X jest pełne uznanie Soboru Watykańskiego II oraz nauczania papieży Jana XXIII, Pawła VI, Jana Pawła I, Jana Pawła II i samego Benedykta XVI.”

Benedykt XVI nawraca Katolików

Luty 23, 2009 by

21 stycznia 2009 Papież Benedykt XVI zdjął ekskomunikę z członków Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Czyn, któremu nie można odmówić odwagi wywołał w naszym Kościele Katolickim spore zamieszanie. Nie chodzi tutaj nawet o poglądy bp. Williamsona, ale o to jak ta decyzja została przyjęta przez wiernych i duchowieństwo. Wielu katolików (zarówno świeckich jak i księży) wyrażało swoje zdumienie i lęk przed tym, jak zdjęcie ekskomuniki wpłynie na życie Kościoła.

Ja czuję podobny niepokój w sercu. Dla mnie lefebryści to nie tylko księża odprawiający Mszę Św. tyłem do wiernych, ale także sposób myślenia o wierze, miejscu człowieka we wspólnocie, roli duchownych w życiu duchowym i społecznym Kościoła.

Obydwaj w ostatnim czasie zaglądaliśmy na fora internetowe katolików typu Forum Frondy. Ja poza tym czytam zawsze komentarze na portalu „Gościa Niedzielnego”, czyli na www.wiara.pl. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale w obu tych miejscach zauważyłem że tradycjonalizm jest trendy. Wśród dyskutantów istnieje swego rodzaju triumfalizm. Pewność że to nie oni wrócili na łono Kościoła, ale właśnie Watykan powrócił na Drogę Zbawienia. Sam brałeś udział w dyskusji na Forum Frondy na temat, czy ekskomunika nałożona przez Jana Pawła II była ważna, czy nie. Tradycjonaliści są przekonani że trwają od początku przy Depozycie Wiary, a cofnięcie ekskomuniki to jednoznaczne przyznanie się do błędu przez Papieża. Sobór Watykański II i pontyfikat Jana Pawła II traktowany jest przez lefebrystów jak swego rodzaju szatańskie wersety podpowiadane przez Złego, które zostały źle zinterpretowane przez kardynałów. W swoich wypowiedziach często coraz częściej dystansują się od Jana Pawła II. Nierzadko we wpisach możemy przeczytać: „nigdy moja rodzina nie czuła bliskości z papieżem Wojtyłą”. Ciekawi mnie Raf, jak cofnięcie ekskomuniki wpłynie na pozycję Jana Pawła II w polskim Kościele oraz na jego beatyfikację. Przecież ostatnio już bp. Pieronek wyraził niepokój, że proces wyniesienia Karola Wojtyły się przedłuża. Możemy z resztą dalej brnąć w pytania: jak zareagują wierni Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X na błogosławionego Jana Pawła II? „Na chłopski rozum” dla nich ta kandydatura jest niewygodna. Z drugiej strony można pytać czy przedłużanie się procesu nie jest spowodowane asyżowymi „dziwactwami”, przepraszaniem za grzechy Kościoła, odwiedzaniem synagog itp.

Osobiście jestem głęboko poruszony decyzją Benedykta XVI, bo idee Soboru Watykańskiego II, a szczególnie służalcza postawa Kościoła i hasło „człowiek drogą Kościoła” jest mi wyjątkowo bliska. Decyzji Ojca Świętego muszę niestety brać „na wiarę”, czyli wierzyć w mądrość głowy Kościoła. „Na rozum” niestety nic nie wychodzi, bo tej decyzji nie pojmuję.

Z drugiej strony zastanawiam się, czy nie taka jest wola Ducha Świętego, bo przecież według naszej wiary pod Jego natchnieniem konklawe wybrało właśnie tego człowieka na następcę Chrystusa na ziemi, a nie kogoś innego, o innych poglądach.

Wydaje mi się że gdzieś czytałem, że Benedykt XVI zalecał odprawianie Mszy trydenckiej raz na jakiś czas. Chciałbym, by także Bractwo jedną Liturgię w tygodniu odprawiało w rycie posoborowym. Wiem, że możesz oskarżyć mnie o redukcję problemu do usytuowania Księdza wobec wiernych, ale mi chodzi o symbol który pokazałby Pojednanie, a nie kompromis Watykanu wobec lefebrystów. Ja ze swojej strony w takim przypadku obiecuję się stawić w imię Pojednania na Mszy w rycie trydenckim,

Pozdrawiam,

Pełen troski i niepokoju,

Lukash.es

O tabloidyzacji mediów, inaczej…

Styczeń 26, 2009 by

Parafrazując Twoje słowa: „polemikę czas zacząć”. Oczywiście, tak jak przewidziałeś, zgadzam się z Tobą – ogólnie. Nie myślałem, że skupisz się głównie na tekście Pacewicza, ale ok.  Zaczynamy od niego…

Na początku muszę zaznaczyć, że w 90% nie zgadzam się z jego opiniami i komentarzami zamieszczonymi w Gazecie Wyborczej, szczególnie tymi, które dotyczą obyczajowości i szeroko pojętej tolerancji. Ba, coraz rzadziej je czytam, ale tekst traktujący o przyznaniu nagrody Rymanowskiemu przeczytałem z wypiekami i zgodziłem się z nim w całości. Gratuluję wicenaczelnemu Wyborczej odwagi, bo faktycznie może być on posądzony o zawiść i zazdrość, że Dziennikarza Roku 2008 otrzymał kolega ze szklanego okienka. Przykro mi, że takiego głosu nie zabrał któryś z wcześniej nagrodzonych dziennikarzy np. Pani Anna Marszałek, czy Jacek Żakowski. Oni by nie musieli się bronić przed takimi zarzutami, jakie spotkały Pacewicza.

Wydaje mi się, że wyolbrzymiasz (celowo!) krytykę redaktora Gazety, który rzekomo przedkłada dziennikarstwo prasowe nad telewizyjne. Ja odniosłem wrażenie, że Pacewicz krytykuje kryteria, jakimi kierowało się środowisko dziennikarskie przyznając Grand Press red. Bogdanowi Rymanowskiemu, a mianowicie medialność i rozpoznawalność. Porównaj sobie laureatów nagrody z poprzednich lat: za rok 2007 roku nagrodę dostali ex-equo Marcin Kącki z Wyborczej za tekst o napastowaniu przez księży podopiecznych i Tomasz Lis (za bronienie niezależności dziennikarskiej i wylecenie z Polsatu), w 2006 Andrzej Morozowski i Tomasz Sekielski, za taśmy Begerowej. To były ważne wydarzenia i ważne teksty/ programy, gdzie materiały broniły się same. Przykład Lisa też ma wielkie znaczenie, bo nie ulegając naciskom politycznym zapłacił za to wysoką cenę. Dla porządku przypomnę, że w 2005 roku tytuł Dziennikarza Roku otrzymała Justyna Pochanke i wg mnie reprezentuje ona tą samą kategorię dziennikarstwa co red. Rymanowski. Ja bym ich określił mianem moderatorów newsowych, a nie dziennikarzy.

Wracając do wątku: wiemy za co zostali Dziennikarzami Roku: Lis, Kącki, Sekielski i Mrozowski. Teraz Ciebie Rafał zapytam, za co nagrodę dostała Pochanke, czy Rymanowski? Pamiętaj przy tym, że nie są to Super Wiktory, tylko nagrody branżowe, przyznawane przez poszczególne redakcje. Co takiego zrobił red. Bogdan Rymanowski w 2008 roku co zasługiwałoby na tytuł Dziennikarza Roku? Czym zasłużyła sobie na podobny tytuł Justyna Pochanke w 2005?

Osobiście szczególnych zasług red. Rymanowskiego nie pamiętam, ale przypominam sobie  zachowania które na pewno statuetki Grand Press godnymi nie są. Mam tutaj na myśli podważanie wiarygodności kierowcy ks. Jerzego Popiełuszki, Waldemara Chorostowskiego przez Dziennikarza Roku AD 2008 w „Magazynie 24 godziny” TVN24 i oskarżanie go o współpracę z SB.

Wracając do tabloidyzacji. Ubolewam nad tym, że praktycznie wszystkie media począwszy od papierowych, na elektronicznych kończąc ulegają uproszczeniom, podkręcają emocjonalnie własne artykuły, leady, tytuły. Boli mnie też symbioza dziennikarzy i polityków w produkowaniu informacyjnej magmy, której zadaniem jest wypełnić ramówkę. Najlepszym tego przykładem są posłowie Jacek Kurski (PiS), Janusz Palikot (PO), czy Stefan Niesiołowski (PO), którzy potrafią w każdym programie odpowiednio „dostroić” nadawanie i obrzucić tego, czy innego adwersarza swoistą wiązanką obelg (często ad personam). Dyskusje w których Ci panowie uczestniczą polegają jedynie na strzałach z okopanych pozycji, które nie dają szans na zmianę stanowiska słuchających osób, nie mówiąc o uczestnikach dyskusji.

Powiedz mi Rafał, co zmieniło przyniesienie łba świni dla „Leśnych Dziadków” z PZPN przez posła Paliokota do studia TVN24 poza tym, że media żyły tym przez okrągły tydzień? Wybuchła rewolucja przy ul. Miodowej 1? Co dają te wszystkie jego insynuacje alkoholowe i zdrowotne pod adresem Lecha Kaczyńskiego, rzucane bez żadnych racjonalnych przesłanek? Mnie jako Polaka po prostu obraziły, bo nawet jeśli zmiana obyczaju w temacie raportowaniu o zdrowiu prezydenta jest pożądana, to nie powinna być rzucana w formie inwektywy czy insynuacji. Podejrzenia o homoseksualizm szefa PiS nie spowodowały z kolei jakiegoś coming-outu Jarosława Kaczyńskiego. Skutkiem było jedynie niepotrzebne wtargnięcie w sferę prywatną Prezesa. Te wszystkie przykłady z niedalekiej przeszłości pokazują że działania Pana Posła nie niosą żadnego skutku poza rzeczywistością medialną.

Kiedyś znajomy profesor i publicysta podzielił się ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat programów publicystycznych. Chodziło, o ile dobrze pamiętam o „Teraz my”. Znajomy porządnie się wkurzał na red. Sekielskiego i Mrozowskiego, że zaproszonym gościom zadają te same pytania, na które odpowiedali oni już w kilku innych programach, czy gazetach. Dziennikarze nie starali się zgłębić tematu, wyciągnąć czegoś nowego, spojrzeć z innej perspektywy. Ja wtedy tego nie zauważałem, ale oglądając dzisiaj „Kropkę nad i” Moniki Olejnik z Ministrem Sprawiedliwości Andrzejem Czumą zauważyłem, że zestaw pytań jest uderzająco podobny do pytań red. Wojciecha Mazowieckiego z piątkowego wywiadu w Superstacji: o doświadczenie, Państwa Olewników, samobójstwo Pazika, pozwolenie na broń, stosunek do Ćwiąkalskiego.

Cieszę, że są jeszcze czasopisma gdzie wywiad, czy artykuł jest nie tylko lekturą do poduszki, ale także kopalnią wiedzy. Polemika, nie stekiem obelg tylko starciem idei i poglądów. Mam tutaj na myśli „Niezbędnik inteligenta” Polityki, czy świąteczne wydanie Gazety Wyborczej.

Na zakończenie napiszę Ci pół żartem w imieniu Pacewicza na temat portalu Gazeta.pl, formułkę pisaną przez redaktorów Gazety Wyborczej, z którą spotkałem się już nie raz: Gazetę Wyborczą i portal Gazeta.pl łączy jedynie wspólny właściciel. Obydwa podmioty mają odrębne redakcje. Jeśli chce się Pani/Pan dowiedzieć co nowego w Wyborczej zapraszamy na www.wyborcza.pl

I jeszcze pozowolę sobie opowiedzieć rysunek Sawki z Polityki nr 4/2009. Polityk do telefonu w studiu TV: „Muszę kończyć. w sejmie tyle roboty, że prawie nie wychodzę z TVN-u”

Tabloidyzacja mediów

Styczeń 24, 2009 by

Słowo się rzekło i dysputę czas zacząć! W temacie tabloidyzacji mediów, mamy Łukaszu, zasadniczo podobne poglądy. Jak to jednak zwykle bywa, różnimy się też w jej ocenie na poziomie szczegółów. Ty na przykład rozumiesz argumentację Piotra Pacewicza, który zaatakował Bogdana Rymanowskiego, gdy ten został Dziennikarzem Roku miesięcznika Press. Pacewicz w swym sławetnym felietonie stwierdza, że: „Pseudodziennikarze występują z nimi [politykami - przyp. autor] w symbiozie. Zamiast zapraszać fachowców, którzy objaśnialiby rzeczywistość, oddają czas antenowy politykom, by walili się po głowach. ” Powstaje tylko pytanie, co wniosłyby niekończące się deliberacje politologów i socjologów do debaty publicznej, w jaki sposób ich wystąpienia miałyby wpłynąć na poprawę jakości tejże debaty? Wreszcie najważniejsze: kto miałby występować w roli fachowca i dlaczego ten a nie inny? Pytanie o oglądalność, takich specjalistycznych debat pomijam, choć od niego nie uciekam. Jej potencjalny brak, nie jest moim zdaniem dowodem na tytułową tabloidyzację, lecz stawia zagadnienie celowości dyskursu na poziomie akademickim w mediach  i jego wpływu na rzeczywistość.

Na początku swojego felietonu Pacewicz stwierdza, że to dziennikarze prasowi dostarczają opinii publicznej bulwersujące news’y. Argument ten jest tak samo śmieszny, jak i straszny. Pokazuje bowiem, że Pacewicz okopał się na pozycjach sprzed czasów, gdy w telewizji pojawiła się publicystyka polityczna. Życzeniowo myśli, że poza mediami papierowymi nie występują inne. Przez to ostatnie zaś nie potrafi zrozumieć specyfiki telewizji samej w sobie i jej roli.

Tabloidyzacja mediów dotyczy w tej samej mierze gazet, czasopism, jak i telewizji, radia i portali internetowych. Czy to się Pacewiczowi podoba, czy nie proces ten postępuje i będzie postępował. I problemem nie jest tu poziom publicystyki w wykonaniu Rymanowskiego, ale potrzeby społeczne i mentalne. Ma być lekko, łatwo i przyjemnie. Przede wszystkim z dużą ilością obrazu. Współczesnemu społeczeństwu nie chce się dotykać istoty sprawy – jest zainteresowane konkretnym faktem i takowego oczekuje. Tym bardziej  będzie stroniło od zawiłości ocen merytorycznych danego faktu. Gdyby tak nie było, nie pojawiłby się „Fakt”, „Super Express”, „Uwaga” czy „Misja Specjalna”. Im bardziej sensacyjny news tym lepiej, bo czytelnicy i widzowie, tak na prawdę widzieli już wiele. Nie chcą oglądać kolejnych odsłon tego samego zjawiska. Właśnie dlatego, zainteresowanie mediów konkretnym tematem ma swój krótki, żywot. Dziś wojna, jutro gaz, pojutrze zamach. Jest o czym pisać i mówić, ale nie można zanudzić odbiorców. Śmiem twierdzić, że problem, który rozważa Pacewicz jest owszem słuszny, ale źle ukierunkowany. Póki nasza scena polityczna nacechowana jest emocjami, ludzie będą oglądać debaty polityczne. Gdy krzykaczy zastąpią zawodowi, merytorycznie przygotowani politycy, jakich można spotkać w Stanach Zjednoczonych, debaty pójdą w zapomnienie. Wracając jeszcze do niewłaściwego kierunku ataku redaktora „Gazety Wyborczej”. Zadam proste pytanie: jak ocenia poziom informacji, które pojawiają się na portalu gazeta.pl? Nie rażą go news’y w stylu: „20-letnia brazylijska modelka zmarła po serii amputacji” (dosłownie sprzed chwili)? Nie ubolewa nad wiadomością o wdzięcznym tytule „Kot przez 6 miesięcy otrzymywał zasiłek. Jak to możliwe?” Pytania bez odpowiedzi, które – myślę udowadniają – że coraz ważniejsze jest przyciągniecie odwiedzających tanią sensacją i czerpanie profitów z kieszeni reklamodawców. To jest prawdziwa tabloidyzacja mediów. Myślę Łukaszu, że w sporej części się ze mną zgodzisz.

Pozdrawiam Cię

Rafał

Kto prawy, a kto lewy?

Styczeń 24, 2009 by

Pomysł na wspólne komentowanie rzeczywistości pojawił się w naszych głowach dość dawno temu. Stwierdziliśmy, że wspólnota wartości i odmienność poglądów na wiele spraw, może zrodzić ciekawą formę publicystyczną. Ideą i podstawą tego bloga ma być dialog. Naszym celem jest opisywanie tych samych rzeczy z różnych punktów widzenia. Pierwsze skojarzenie, jakie przychodzi mi na myśl to dyskusje Bikonta i Makłowicza na łamach „Gazety Wyborczej”. Bardzo zależy nam na tym, by w miarę czasu i możliwości forma ta miała cykliczny charakter. Skoro pierwszy krok został uczyniony i blog powstał to – mam nadzieję – pomysł na wspólne pisanie będzie się rozwijał. Czego sobie, Tobie Łukaszu i naszym czytelnikom, w tym krótkim wstępie życzę. Odpowiedź na pytanie, który z nas jest po prawej, a który po lewej stronie pozostawiamy Wam, drodzy czytelnicy. Przypuszczam, że i tak wyjdzie na to, że plasujemy się raczej w centrum.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.